Kamery live
prognoza pogody

Powstrzymać oświatową reformę – debata bez drugiej strony…

29 listopada 2016 11:09

"Nic o Nas bez Nas" – pod takim hasłem odbyła się w Nowym Targu debata o zmianach w oświacie. Organizowała ją koalicja „NIE dla chaosu w szkole”, we współpracy z podhalańskimi strukturami KOD-u i Nowoczesnej. Nie przyjechał jednak zapowiadany wcześniej prof. Mirosław Handke.

Powstrzymać oświatową reformę – debata bez drugiej strony…

Minister edukacji w rządzie Jerzego Buzka podróżuje bowiem po Polsce z krytyką założeń PiS-owskiej reformy systemu oświaty. Mimo, tego, że nieobecny w Nowym Targu – okazało się, iż może liczyć na małopolskich aktywistów, którzy starają się zorganizować ruch społeczny dla obrony gimnazjów. Prowadzenie debaty wzięła w swoje ręce zaprawiona w bojach działaczka na rzecz ochrony zwierząt – Beata Czerska z Zakopanego. Za stołem prezydialnym siedli zaangażowani w obronę gimnazjów nauczyciele-eksperci, dyrektorzy placówek, działacze Związku Nauczycielstwa Polskiego, pracownik Polskiej Akademii Nauk.

Całkowity brak „drugiej strony”, czyli parlamentarzystów i reprezentantów władz oświatowych zniweczył wszakże formułę debaty. Władze samorządowe miały swojego przedstawiciela jedynie w osobie Bogusława Waksmundzkiego – urzędującego członka Zarządu Powiatu. Planowana dyskusja panelowa zmieniła się wobec tego w totalną krytykę pomysłów pani minister Anny Zalewskiej. Idei reformy w tym zgromadzeniu po prostu nie miał kto bronić.

Zainteresowanie nauczycielskich i rodzicielskich środowisk losem rewolucyjnych zmian w systemie oświaty pokazywała frekwencja: przybyłe osoby zapełniły znacznie mniej niż połowę krzeseł w sali widowiskowej MOK-u.

W rolę nieobecnego prof. Handkego wcielił się zakopiański aktor Krzysztof Michno, jako lektor prasowego wywiadu z b. ministrem. Wielki portret ówczesnego szefa resortu wyświetlał wtedy rzutnik w tle.

Punktem wyjścia do litanii „grzechów głównych” planowanej reformy były wyliczenia opublikowane przez Dominika Linowskiego, sekretarza ds. edukacji Nowoczesnej: że „bezkosztowa” reforma oznacza likwidację 53 tys. 800 nauczycielskich etatów, że 1 miliard 290 milionów zł będą musiały organy prowadzące wypłacić tytułem odpraw zwalnianym nauczycielom; że pracę straci 7 tys. 700 dyrektorów gimnazjów, którzy wrócą na stanowiska nauczycielskie, wypierając kogoś ze swoich kolegów. Liczbę zwolnionych powiększą zbyteczne wkrótce bibliotekarki, sprzątaczki, pracownicy gimnazjalnej administracji. Pojawi się problem opustoszałych gimnazjalnych budynków, na remont czy rozbudowę których nieraz zaciągnięte były kredyty.

Pytań – np. o to, co zrobić z uczniem nie promowanym w III klasie gimnazjum: czy cofnąć go do VIII klasy szkoły podstawowej i jaki będzie los gimnazjów prywatnych, których w Polsce działa 960, gimnazjów artystycznych, które w ogóle znikają oraz klas sportowych i oddziałów dwujęzycznych – było więcej niż odpowiedzi.

To wszystko miało potwierdzać tezę, że reforma systemu oświaty jest przygotowywana fatalnie i w założeniu szkodliwa dla poziomu edukacji oraz bezpieczeństwa uczniów (zwłaszcza najmłodszych), a jej twórcy ignorują opinię społeczną i głosy sprzeciwu wraz z całą kontrargumentacją.

Padały oskarżenia, że zmiany w oświacie to polityka i demagogia; że przez tę pospieszną rewolucję w systemie rząd chce sobie zasilić szkoły branżowe i spowodować, że więcej osób zda maturę, tymczasem matura w szkole branżowej nie da możliwości dostania się na studia; że fach w ręku to błąd, bo ważna jest wiedza ogólna i umiejętność uczenia się przez całe życie.

Oponenci minister Zalewskiej, prezentujący się jako kontynuatorzy reformy Jędrzejewiczowskiej z lat międzywojennych – argumentowali, że w totalną krytykę złożeń reformy, oprócz Związku Nauczycielstwa Polskiego, wpisują się także Związek Miast Polskich i Związek Gmin Wiejskich. Ten ostatni tym bardziej, że na reformie najwięcej mogą ucierpieć małe, prowincjonalne szkoły.

Na razie jednak brakuje przepisów wykonawczych, brakuje podstawy programowej i mnóstwa odpowiedzi na „techniczne” pytania dotyczące operacji wygaszania, a właściwie likwidowania gimnazjów.

Pozostaje oczywiście pytanie, czy przeciwnicy reformy w ogóle mają szansę cokolwiek wywalczyć i czy posuną się do użycia takiego narzędzia jak nauczycielski strajk tudzież organizowania społecznych demonstracji pod hasłem „Rodzice na ulice”.

– Dopóki piłka jest w grze, czyli sprawa w Sejmie – zawsze jest szansa – odpowiadała ekipa prof. Handkego. – Determinacja w gimnazjach jest na pewno. Niestety, nie ma dla tej sprawy solidarności w środowisku nauczycielskim, bo szkoły podstawowe i licea mogą finansowo zyskać na reformie.

Jedynym efektem spotkania, którego – przez brak drugiej strony w dyskusji – nie można jednak nazwać debatą, było sporządzenie protokołu z tego zgromadzenia i zebranie pod nim podpisów. Jego treść zawierała wezwanie do powstrzymania się przed realizacją zmian. Takie wystąpienie zostanie skierowane do posłów, do pani minister Zalewskiej, do prezydenta i pani premier.

Zbiegło się to wszystko w czasie z medialnym oświadczeniem pani minister, że dla oświatowej reformy ma ona wsparcie prezesa PiS-u – Jarosława Kaczyńskiego.

/as

NT24TV 29.11.2016
Komentarze

Napisz komentarz

Komentarze muszą najpierw zostać zaakceptowane przez administratora. Redakcja nowytarg24.tv nie odpowiada za treść komentarzy internautów.

Zobacz również