PILNE
Kamery live
prognoza pogody

“Tradycja jest podstawą naszej tożsamości”

25 kwietnia 2021 15:38
Wyciszenie Włącz dźwięk

 – Wiosenny redyk owiec uświadamia nam, że pamięć rodzi tradycję, a tradycja jest postawą naszej tożsamości – powiedział ks. Jan Luberda podczas Święta Bacowskiego w Sanktuarium Maryjnym w Ludźmierzu. Rokrocznie bacowie i juhasi u stóp Gaździny Podhala rozpoczynają wiosenny redyk.

Pierwsza niedziela „po św. Wojciechu” to czas modlitwy o szczęśliwy wypas. Święto Bacowskie – choć teraz bynajmniej nie w wiosennej aurze – nie daje się pandemii i wciąż gromadzi szeroką reprezentację owczarskiej branży. Po raz pierwszy uczestniczył w nim minister rolnictwa Grzegorz Puda.

Tę modlitewną i obrzędową tradycję zapoczątkował śp. ks. kustosz Tadeusz Juchas, a tegoroczną uroczystość od poprzednich różniła nieco tylko mniejsza ilość uczestników. Bo przebieg był taki sam jak zwykle. Rogoźnicko-ludźmierskie stadko sprzed Domu Podhalańskiego przeszło na sanktuaryjny dziedziniec w asyście muzyki, pocztów sztandarowych, paradnych „półkosek” i gości. Pobłogosławioną wodę do pokropienia ruszających na wypas stad juhasi ponieśli ze studzienki do wnętrza bazyliki w drewnianych stągwiach przybranych zielenią.

We wnętrzu świątyni witał baców, juhasów, hodowców i ich rodziny, przedstawicieli Związku Podhalan i Towarzystwa Produktu Górskiego, ks. kustosz Jerzy Filek. Homilię skupioną wokół nakreślonego w Ewangelii obrazu Chrystusa – Dobrego Pasterza i wagi tradycji w zachowaniu tożsamości, głosił tym razem ks. Jan Luberda, proboszcz z Odrowąża.

Nie pozwólmy moralności chrześcijańskiej obrócić w zgliszcza – nawoływał on, porównując ekspansję liberalnych ideologii do niszczącej siły trąby powietrznej.

Przywoływał też dotyczące rodziny słowa św. Jana Pawła II, które padły na nowotarskim lotnisku.

Oprócz baców i hodowców z Podhala, Spisza, Orawy – przybyli na Święto Bacowskie goście z Sądecczyzny i Żywiecczyzny, nawet ze Słowackiego Zdziaru. Nie brakło ani Andrzeja Gąsienicy-Makowskiego, pełnomocnika wojewody ds. owczarstwa, ani Jana Janczego – dyrektora Regionalnego Związku Hodowców Owiec i Kóz z siedzibą w Nowym Targu.  

W procesji z darami – prócz wina i chleba – niesione były do ołtarza: jagnię, oscypki, bryndza, miód, wędliny. Po Mszy św. bacowie brali sprzed ołtarza wodę święconą do pokropienia stad, szczapy z wielkosobotniego ogniska do rozpalenia zawaternika w szałasie i sanktuaryjne kalendarze, które będą im przypominały o świątecznych dniach podczas kilkumiesięcznego pobytu na pastwiskach.

Gdy uroczystość przeniosła się na dziedziniec bazyliki, owcze stadko zostało pokropione święconą wodą i okadzone. Kosoru z trzema owczarkami wprawionymi do zaganiania nie oblegał już taki tłum jak niegdyś. Ale bacom, którzy przybyli na Święto w imponującej liczbie prawie stu, została chwila na pogwarki, na przystanięcie i posłuchanie muzyki. Ta grała, ile pary w smykach, przyśpiewki zagrzewały ducha mimo lodowatego wiatru. Nie brakło i stoiska z pierwszymi w tym sezonie owczymi produktami.

Minister rolnictwa dziękował owczarzom za ich trud i podtrzymywanie tradycji, rozbawił ich też obrazowym wyjaśnieniem, co to jest „zielony ład”:

– Jeżeli idziemy taką grupą, z owcami, z muzyka, a ktos się wymyka na bok, nazwiemy to „skracaniem łańcucha dostaw. A jeżeli wdepniemy w coś miękkiego – to jest bioróżnorodność…

Ok. 30 tysięcy owiec z Podhala być może w tym tygodniu nie ruszy na hale, bo początkiem tygodnia prognoza starszy jeszcze rannymi przymrozkami, a trawa nie zdążyła wybujać w zimowej aurze. W tatrzańskich dolinach, gdzie odbywa się wypas kulturowy, pokrywa śnieżna przypomina sezon raczej narciarski niż wypasowy. Ale po ociepleniu – ruszą redyki, ruszy też transport na odleglejsze pastwiska: w rejonie Gorlic czy w Bieszczadach. Baców szczęśliwie nie brakuje, ale niedostatek juhasów utyskują oni już od lat.    

 

Piotr 25.04.2021
Komentarze

Napisz komentarz

Komentarze muszą najpierw zostać zaakceptowane przez administratora. Redakcja nowytarg24.tv nie odpowiada za treść komentarzy internautów.

Zobacz również