Kamery live
prognoza pogody

Teatr Sporadyczny i „Wyspa” prawdy

21 czerwca 2024 13:28

NOWY TARG. To była zaiste egzotyczna podróż – na Czarny Ląd, ale tak naprawdę w głąb sumienia. Teatr Sporadyczny, który 11 lat temu powstał na 50-lecie parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa, święci triumfy popularności i kolejny raz, pod wodzą krakowskiego aktora i reżysera, Marcina Kobierskiego, pokazał, jak amatorka grupa może realizować spektakle na iście profesjonalnym poziomie. Dowodem były zapełniona do ostatnich krzeseł sala Miejskiego Centrum Kultury podczas dwóch przedstawień i owacja na stojąco w finale.

Teatr Sporadyczny i „Wyspa” prawdy

Prace nad „Wyspą” trwały od przełomu lutego i marca. Reżyser obmyślił scenariusz, warstwę muzyczną, choreografię i grę świateł. Scenografię i kostiumy przygotowali sami aktorzy. Próby odbywały się praktycznie co tydzień – najpierw w salce katechetycznej, a gdy już przyszło do budowania scenografii – na deskach MCK-u. Większość aktorów z ponad 20-osobowego zespołu wystąpiła w podwójnych rolach.

Tytułowa „Wyspa” to zarówno konkretne miejsce w czasoprzestrzeni – afrykański raj, o którym każdy może marzyć, jak i tytuł telewizyjnego show. W takiej też scenerii rozgrywała się większa część akcji. Do udziału w programie, który przed uczestnikami postawi nieznane jeszcze zadania, zgłaszają się trzy pary. Jedna to egzaltowane i luzackie małżeństwo w stylu boho, druga – stadło w marynarskich ubraniach, w którym prym wiedzie nastawiona na wygraną żona, dyrektorka szkoły, a trzecie – skromna nauczycielka pragnąca odmiany i przygody oraz jej bynajmniej nie entuzjastycznie nastawiony do tego pomysłu mąż, doktor rzadkiej specjalności: chemii zrównoważonego rozwoju.

Ich poczynania śledzą w telewizji dwa inne małżeństwa: starsi wykładowcy zbulwersowani udziałem w programie młodego doktora i szarganiem autorytetu uczelni oraz dwoje ludzi wiodących szare, nudne życie. Licha egzystencja tych ostatnich jest powodem, dla którego żonka zachwycona mirażem rajskiej wyspy zaczyna marzyć o egzotycznej przygodzie. I dzwoni, by też zgłosić się do reality show. Przeżywa jednak szok, słysząc, że prowadzący program znają na wylot realia jej codzienności. W ataku płaczu rezygnuje z „wygranych” 300 tysięcy, gdyby tylko powiedziała wszystkim na antenie, jak jest szczęśliwa.

Rajska wyspa, po której biegają wszystkie egzotyczne zwierzęta: małpki, lisy, zebry, nosorożce, bawoły, papugi – rychło okazuje się miejscem bynajmniej nie z dobrej bajki. Prowadzący program najpierw przedstawiają uczestnikom Elvisa. Ten dziwny gość potrafi usłyszeć, co się komu w duszy gra i sprawić, by ten tańczył w rytm własnej melodii.

Tylko jednej osoby nie udaje się wprowadzić w muzyczny trans – to Karina, która przezywa swój własny, ekstatyczny stan nieważkości.

Hipnotyzer Elvis nie jest jedynym gościem, którego zapraszają prowadzący program. Pojawiają się też tajemniczy detektywi, a za ich sprawą – kolejni przybysze z przeszłości każdej osoby. To oskarżyciele dobrze znający winy i mroczne strony duszy każdego z przybyłych na wyspę. Wtedy zaczynamy poznawać prawdę o żądnych afrykańskiej przygody uczestnikach. Okazuje się, że dyrektorka szkoły to osóbka wyrachowana, despotyczna i okrutna. Ciężkie skarżenia padają ze strony na pierwszy rzut oka miłych uczennic.

A luzacka para swoim świeżo kupionym, niebotycznie drogim kabrioletem potrąciła na ulicy zamyśloną nauczycielkę tejże szkoły. Obrażenia były ciężkie. Karina jest w śpiączce – zawieszona między życiem a śmiercią. Szła roztargniona, bo chwilę wcześniej dyrektorka zrobiła jej absurdalną awanturę. Sama ofiara potrącenia z przerażeniem stwierdza obecność na rajskiej wyspie swojej apodyktycznej, oschłej, wymagającej matki, której nigdy nie była w stanie zadowolić i doczekać się na przejaw cieplejszego uczucia. W końcu musiała opuścić dom rodzicielki.

Dwie pary już są przegrane i wypadają z programu. Sprawę dyskretnie załatwiają detektywi, a widownia słyszy tylko odgłos wystrzałów.

W realu tymczasem zaczynają pracować sumienia i winowajcy podejmują próby zadośćuczynienia pokrzywdzonej.

A Karina – po długim czasie śpiączki i zamartwiania się męża oraz matki jakimś cudem jednak odzyskuje świadomość. Pamięta, że przez chwilę była w niebie. I że prosiła o jeszcze trochę czasu.

Duże wrażenie wywarł na publiczności odśpiewany przez nią song z refrenem:

Strach nie ma wstępu do tego domu,

oskarżyciele nie mają głosu

– Bóg sam pokonał moich wrogów!

 To ona z mężem są zwycięzcami programu. Ale nie wygrali pieniędzy – wygrali życie. Do takiego zwycięstwa zachęcają wszystkich Marcin Kobierski z aktorską grupą – kolejnym spektaklem, który – z wartką akcją, dowcipnymi dialogami, efektowną scenografia, choreografią, grą świateł, brawurowymi nieraz kreacjami aktorskimi – jest rozrywką, pożywką dla wyobraźni i wszystkich zmysłów, ale rozgrywa się w wymiarach ziemskim i duchowym. Co najważniejsze jednak – dowierca się do naszych sumień.

Frekwencja na obu premierowych spektaklach pokazuje, że Teatr Sporadyczny pewni będzie musiał zagrać „Wyspę” jeszcze raz, po wakacjach.   

(asz)

Fot. Paweł Kos

 

Anna Szopińska 21.06.2024
Komentarze

Napisz komentarz

Komentarze muszą najpierw zostać zaakceptowane przez administratora. Redakcja nowytarg24.tv nie odpowiada za treść komentarzy internautów.

Zobacz również