Kamery live
prognoza pogody

Od Bałtyku do Tatr – pokonane ponad 240 kilometrów

2 sierpnia 2016 10:31

Jednej nocy pokonaliśmy ok 30 km... szło się strasznie. Słyszeliśmy dużo odgłosów zwierzyny bo szliśmy lasami, ale jest znacznie przyjemniej niż w upale. Nie do końca wiemy gdzie jesteśmy ale kierujemy się na południe wiec idziemy we właściwym kierunku. Planowaliśmy pokonywać dziennie 30 km niestety w rzeczywistości nie idzie się tak jak palcem po mapie... Wiele refleksji i przemyśleń sprawia że to przejście staje się jak do tej pory największą szkoła życia.

 

Od Bałtyku do Tatr - pokonane ponad 240 kilometrów

   Mimo początkowych trudności Natalia Kotkowska i Artur Modzelewski kontynuują swoją pieszą wyprawę, która rozpoczęła się 25 lipca 2016 roku w Gdańsku na molo w Brzeźnie. Decyzja o kontynuowaniu marszu w godzinach nocnych była strzałem w przysłowiową dziesiątkę. Natalia i Artur nadrobili stracony dystans i w tej chwili znajdują się w okolicach Lubienia Kujawskiego. Ich trasa ze Starogardu Gdańskiego wiodła przez Ciechocinek,  Toruń i Włocławek. W obecnej chwili kierują się na Krośniewice i dalej w kierunku Łodzi.

   Średnio idziemy po 12 godzin dziennie. Pokonujemy około 30 kilometrów. Wszystko zależy od kondycji. Zarówno naszej jak i psa Akiry, który ma słabsze i lepsze dni. Mam obawy, że nie da rady dojść z nami aż na Giewont – mówi Natalia Kotkowska. Jeśli będzie trzeba – moja rodzina odbierze go z trasy i pojedzie do domu. 

    Podczas wędrówki bywają sytuacje tragikomiczne – mówi Natalia Kotkowska. Za każdym razem, w trakcie noclegu w lesie, tuż przed zaśnięciem w namiocie dochodziły do nas odgłosy zwierząt, łamania gałęzi, burzy, wiatru, deszczu.  Za każdym razem zastanawialiśmy się co to jest. Do momentu kiedy ogarniał nas sen… Jeden szczek Akiry i zaczynało się nadsłuchiwanie. Należy dodać że ostatnie noce i dnie spędzaliśmy z dala od cywilizacji- w dużym lesie i gęstwinach. Tuż przed zaśnięciem usłyszeliśmy kroki które łamały gałęzie pod takim naciskiem jakby szedł duży silny mężczyzna a kroki były coraz bliżej. Nawet Akira był niespokojny ale nie szczekał. Podejrzewaliśmy najpierw dużego ciężkiego dzika jednak kroki były długie.. Jeleń – to na pewno jeleń bo widzieliśmy świeże ślady jeleni tuż przed rozbiciem. Ale wydawały się za duże jak na jelenia. Na koniec Artur dodał: Dobrze że to jeleń a nie łoś bo łosie bywają bardzo terytorialne i mogą zaatakować na swoim terenie. Z tą myślą zasnęliśmy. Budził nas tylko co chwile groźny szczek Akiry. 

Następnego dnia kiedy szliśmy dalej zobaczyliśmy tablicę na której była informacja że to… właśnie teren łosi. W tym przypadku możemy tylko powiedzieć że czasem niewiedza jest błogosławieństwem.

tekst MSX

fot. Natalia Kotkowska

NT24TV 02.08.2016
Komentarze

Napisz komentarz

Komentarze muszą najpierw zostać zaakceptowane przez administratora. Redakcja nowytarg24.tv nie odpowiada za treść komentarzy internautów.

Zobacz również