PILNE
Kamery live
prognoza pogody

“Liczyło się tylko ‘tu i teraz’ ” – wywiad z Igą Świątek tuż po wygraniu Rolanda Garrosa

11 października 2020 12:07

„Wiem, że to może dziwnie zabrzmi, ale po prostu starałam się cieszyć tenisem i grą. To mnie rozluźniło i pomogło mi wygrać” – mówi Iga Świątek w wywiadzie dla redbull.com, tuż po wygraniu French Open. 

Iga Świątek przeszła w sobotę do historii polskiego tenisa jako pierwsza triumfatorka singlowego turnieju wielkoszlemowego. Na korcie centralnym w Paryżu pokonała w finale Rolanda Garrosa szóstą rakietę świata Amerykankę Sofię Kenin 6:4, 6:1. Po meczu portal redbull.com przeprowadził krótki wywiad z najbardziej rozchwytywanym od kilku dni sportowcem w Polsce.
 
Jakub Ciastoń: Iga, wielkie gratulacje! Jaka jest recepta na taki turniej życia?
 
Iga Świątek: Przez cały turniej starałam się nie rozbudzać za bardzo swoich oczekiwań. Po pokonaniu rozstawionej z jedynką Simony Halep i awansie do ćwierćfinału już osiągnęłam wielki dla mnie wynik, bo nigdy nie grałam w tej fazie Wielkiego Szlema. Od tego momentu do każdego kolejnego meczu starałam się podchodzić na luzie, trzymając własne oczekiwania możliwie nisko.
 
Ale w starciu z Martiną Trevisan i Nadią Podoroską na drodze do finału byłaś faworytką, nie czułaś presji?
 
Pewnie trochę tak, ale starałam się koncentrować na małych rzeczach – na tym jak pracować nogami, jak postawić stopę, na detalach, nie patrzyłam na te mecze z góry. Wiem, że może trudno to zrozumieć, ale naprawdę taka koncentracja na tym, co się robi „tu i teraz” bardzo pomaga, zwłaszcza jeśli chodzi o oczyszczenie głowy. Tak bardzo koncentrowałam się na technice i taktyce, że nie myślałam o stresie.
 

Kin Marcin/Red Bull Content Pool

 
Sobotni mecz z Sofią Kenin wcale nie był tak łatwy, jak wskazuje wynik 6:4, 6:1 – co było kluczem do zwycięstwa?
 
Zaczęłam dobrze, tak jak poprzednie spotkania. Początki są ważne, bo trzeba pokazać przeciwniczce determinację, narzucić „swój tenis”. I to mi się znów udało, Sofia poczuła się mniej pewnie. Potem mecz się wyrównał, bo pojawiło się więcej błędów z mojej strony. Nie czułam się na korcie tak solidnie jak w poprzednich rundach. Ale starałam się nie denerwować, nie chciałam pokazać rywalce słabości, sama za to zobaczyłam, że ona też popełnia błędy, też się denerwuje, że dla niej również to nie jest idealny dzień. Trochę się „posiłowałyśmy” w końcówce seta, a potem wróciła już „moja gra”.
 
Przerwa medyczna rywalki na zmianę opatrunku nie wybiła Cię ani na moment z rytmu?
 
Wręcz przeciwnie! Kiedy Sofia wyszła z kortu, wstałam i zaczęłam ćwiczyć serwisy, zobaczyłam, że publiczność na trybunach świetnie się przy tym bawi, więc pomyślałam sobie „Hej, ja też mogę fajnie spędzić czas w tym meczu”. Wiem, że to może dziwnie zabrzmi, ale po prostu starałam się cieszyć tenisem i grą. To mnie rozluźniło i pomogło mi.
 
W dwa lata zawodowej kariery przeskoczyłaś największe wyniki w polskim tenisie. Singlowego Wielkiego Szlema nie wygrała nigdy nawet Agnieszka Radwańska.
 
Zrobiłam wielki wynik, historyczny, to fakt. Ale uważam, że sportowców trzeba oceniać nie za jednostkowy wynik, ale za całokształt. Agnieszka była świetną tenisistką i odnosiła wielkie sukcesy przez kilkanaście lat. Była drugą rakietą świata, wygrywała turnieje WTA, ja na razie wygrałam jeden, także spokojnie. Chcę w przyszłości skoncentrować się nad większą stabilnością mojej gry, mam nadzieję, że wraz z tym przyjdą kolejne dobre wyniki. W kobiecym tenisie nie zawsze jest to łatwe. Mam ambicję być w czołówce WTA dłużej, wiem, że muszę na to dalej pracować. A czy będę najlepszą tenisistką w Polsce? Zaczekajmy, co zdarzy się dalej, czas pokaże.

Kin Marcin/Red Bull Content Pool

 
 
Na kort wchodziłaś na każdy mecz z „Welcome To The Jungle” Guns N’ Roses na słuchawkach, czy miałaś jeszcze jakieś inne małe rutyny, które pomogły w turnieju?
 
Poza „Gunsami” nic takiego specjalnego już nie było. Przez cały turniej wstawałam jednak z jasnym planem, jak mam przepracować dzień i tego się trzymałam. Przez dwa tygodnie żyliśmy w „bańce” między hotelem a kortami, nie można było wychodzić na miasto itd. Z jednej strony taka monotonia męczy, ale z drugiej – było mało bodźców, żeby się stresować, czy realnie poczuć, że to są finałowe rundy Wielkiego Szlema, a nie po prostu kolejny mecz.
 
Bardzo pomógł mi też debel, w którym grałam długo, bo odpadłyśmy z Nicole Melichar dopiero w półfinale. Debel też był pewną rutyną, bo grałam go co drugi dzień w przerwach od singla. Wpłynął na to, że nie rozmyślałam o singlu zbyt mocno, a moja głowa cały czas była w trybie pracy.
 
Kiedyś byłaś na korcie bardziej wybuchowa, miewałaś gemy lepsze i gorsze, teraz imponowałaś spokojem, opanowaniem, to wszystko efekt współpracy z psychologiem Darią Abramowicz?
 
Daria na pewno miała na to wpływ, bo odkąd zaczęłyśmy razem pracować, jestem bardziej świadoma, co dzieje się w mojej głowie. Ale pomógł też cały mój team, z którym dobrze mi się pracowało przez ostatnie tygodnie. Nie zapominajmy też, że roku na rok jestem po prostu starsza i dorastam, patrzę na świat w inny sposób i jestem w stanie zmienić niektóre swoje zachowania z przeszłości.
 
 
Ten sezon na czerwonej mączce zaczął się dla Ciebie od porażki z Arantxą Rus w I rundzie w Rzymie. Rozmawialiśmy potem i opowiadałaś, że mieliście dylemat – czy jechać na turniej do Strasbourga i jeszcze zagrać coś o punkty, czy wracać do Warszawy i spokojnie potrenować. Wybraliście to drugie. Wychodzi na to, że to był strzał w dziesiątkę…
 
To prawda! Oczywiście ciężko było przewidzieć, jak to się potoczy, ale bardzo się cieszę, że tak to rozegraliśmy. Te spokojne treningi mi pomogły, choć naprawdę pewnie poczułam się w Paryżu dopiero po dwóch meczach, wtedy wszystko jakoś „zaskoczyło” na swoje.
 
To był Roland Garros inny niż wszystkie – rozgrywany jesienią, a nie wiosną, a przez to zimniejszy, wietrzny, a do tego z pustymi trybunami. Pomogły Ci jakoś te nietypowe warunki?
 
Myślę, że to miało na mnie pozytywny wpływ. Pustawe trybuny nie są mi obce, bo w juniorskim tenisie to codzienność, a pogoda? No cóż, wychowałam się na kortach w Polsce, u nas często gra i trenuje się w takim albo większym zimnie. Czułam się więc trochę jak w domu, a trudne warunki potraktowałam jak coś, co daje mi przewagę, np. w starciu z rywalkami, które na co dzień trenują na Florydzie, gdzie jest duszno i parno. Ale ja z kolei tam czuję się mniej pewnie. Musimy chyba pojechać niebawem na jakiś obóz przygotowawczy do ciepłych krajów!
 
mat. prasowy redbull.com
 
 
 
os 11.10.2020
Komentarze

Napisz komentarz

Komentarze muszą najpierw zostać zaakceptowane przez administratora. Redakcja nowytarg24.tv nie odpowiada za treść komentarzy internautów.

Zobacz również