Przełom po dwóch latach. Są zarzuty po śmierci strażaka z Białego Dunajca
Po niemal dwóch latach od tragicznej bójki w remizie OSP Biały Dunajec prokuratura postawiła zarzuty Władysławowi M. To właśnie on jest podejrzewany o pobicie 25-letniego Pawła, który kilka dni później zmarł w szpitalu.

Po niemal dwóch latach od tragicznych wydarzeń w remizie OSP Biały Dunajec prokuratura postawiła zarzuty mężczyźnie podejrzewanemu o śmiertelne pobicie 25-letniego Pawła. Podejrzanym jest Władysław M., starszy kolega młodego strażaka z tej samej jednostki.
– Prokurator przedstawił Władysławowi M. dwa zarzuty. Pierwszy dotyczy nieumyślnego spowodowania śmierci pokrzywdzonego, natomiast drugi spowodowania u niego obrażeń ciała trwających dłużej niż siedem dni – informuje prokurator Justyna Rataj-Mykietyn, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu.
Władysław M. nie przyznał się do zarzutów i odmówił składania wyjaśnień. Prokuratura objęła go dozorem policji, zakazała mu opuszczania kraju oraz zastosowała poręczenie majątkowe w wysokości 10 tys. zł. Wcześniej w Białym Dunajcu pojawiały się informacje, że mężczyzna może wyjechać za granicę do pracy.
Do tragedii doszło w nocy z 1 na 2 sierpnia 2024 roku. W remizie OSP Biały Dunajec trwało nieformalne spotkanie strażaków przygotowujących się do parafialnego odpustu. Między Pawłem a starszym kolegą z jednostki wybuchła awantura, która przerodziła się w bójkę. Zapis monitoringu pokazał, że 25-latek był uderzany i kilkukrotnie upadał na podłogę.
Po zajściu Paweł został odprowadzony do domu, jednak po chwili wrócił w stronę remizy, ponieważ nie miał przy sobie telefonu, portfela i kluczy. Niedługo później jego matka i siostra znalazły go nieprzytomnego w krzakach. Z poważnymi obrażeniami głowy trafił do szpitala w Nowym Targu, gdzie przeszedł operację. Nie odzyskał już przytomności i po kilku dniach zmarł.
Śledztwo trwało niemal dwa lata, ponieważ prokuratura musiała ustalić, w jaki dokładnie sposób powstały śmiertelne obrażenia. Analizowano kilka opinii biegłych, zeznania świadków oraz zapis monitoringu, który poddano próbie poprawienia jakości. Dopiero łączna ocena wszystkich dowodów pozwoliła śledczym na przedstawienie zarzutów.
Za nieumyślne spowodowanie śmierci grozi kara od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia. Śledztwo znajduje się na końcowym etapie. Prokuratura planuje jego zamknięcie i skierowanie do sądu aktu oskarżenia.
Komentarze