Kamery live
Kamery live
prognoza pogody
ntvk

Nowotarżanka podbija Bieszczady

2 lipca 2026 14:00
Przed chwilą

Rodowita nowotarżanka z ul. Krakowskiej. Góralka o mocnym charakterze i tradycyjnych wartościach, które pozostają niezmienne, niezależnie od tego, gdzie rzuci ją los. To z Podhala i rodzinnego domu wyniosła przedsiębiorczość i odwagę w realizacji marzeń, które dziś spełnia jako…mieszkanka Bieszczad. O tym, co różni, a co łączy mieszkańców obu rejonów, czym Podkarpacie może zaskoczyć mieszkańców Podhala, a także dlaczego warto choć raz zobaczyć słynne połoniny – opowiada Dominika Ślimak, która wspólnie z mężem wpadła na pomysł, jak ułatwić turystom eksplorację bieszczadzkich szlaków.

Nowotarżanka podbija Bieszczady

Powiedz, jak to się w ogóle stało, że dziewczyna z Nowego Targu zamieniła Gorce i Tatry na Bieszczady?

To była długa droga i w dużej mierze historia napisana przez życie. W 2008 roku wyjechałam do Wielkiej Brytanii. Bardzo szybko poznałam tam mojego przyszłego męża- Artura. Od poznania do związku minęły około dwa lata, ale kiedy już zostaliśmy parą, oboje wiedzieliśmy, że chcemy wspólnie budować swoją przyszłość.

Założyliśmy rodzinę i przez wiele lat mieszkaliśmy spokojnie w Lincoln w Wielkiej Brytanii. W międzyczasie wzięliśmy ślub, a jednym z najbardziej nietypowych prezentów ślubnych, jakie można sobie wyobrazić, były…pustaki od teściów. Brzmi zabawnie, ale właśnie od tych pustaków wszystko się zaczęło. Mąż jeszcze przed wyjazdem do Wielkiej Brytanii kupił działkę niedaleko rodzinnego domu w Wetlinie. Najpierw pojawił się pomysł budowy domu, później pensjonatu, a przez kolejne lata krok po kroku tworzyliśmy nasze miejsce na ziemi.

Przez długi czas żyliśmy właściwie na dwa światy. Z jednej strony była Wielka Brytania, praca i codzienne życie, a z drugiej Bieszczady, do których wracaliśmy i gdzie powoli powstawał nasz dom. W końcu przyszedł moment, kiedy budowa została zakończona i trzeba było podjąć decyzję. Zostajemy w Anglii czy wracamy do Polski? Sprzedajemy dom w Wetlinie, czy zamykamy etap życia w Wielkiej Brytanii? Padło na Bieszczady.

Jak się tam mieszka? Czym różni się tamten klimat i tamtejsi „górale” od tych podhalańskich?

Trudno mi porównywać te dwa miejsca. Nowy Targ to moje korzenie, dzieciństwo i najpiękniejsze wspomnienia młodości. Bieszczady to z kolei dorosłe życie, rodzina, odpowiedzialność i miejsce, które wybraliśmy na nasz dom.

Z Nowego Targu wyjechałam jako dwudziestolatka. Wszystko, co kojarzy mi się z Nowym Targiem, to przede wszystkim dzieciństwo i młodość – szkoła, przyjaciele, beztroska i brak większych obowiązków. To były jedne z najpiękniejszych lat mojego życia. Dorastając w mieście, miałam dostęp praktycznie do wszystkiego. Moi rodzice zawsze zachęcali nas do próbowania nowych rzeczy. Chodziliśmy po górach, jeździliśmy na rowerach, nartach i łyżwach. Były zespoły góralskie, koncerty, spotkania ze znajomymi, kino, muzea, teatr i wszystkie atrakcje, które były dosłownie na wyciągnięcie ręki. 

W Bieszczadach życie wygląda trochę inaczej. Tutaj wiele rzeczy wymaga wcześniejszego zaplanowania, często trzeba poświęcić na nie cały dzień albo weekend. W zamian dostaje się jednak coś innego – spokój, przestrzeń i bliskość natury. Nie ma takich tłumów, jest więcej zieleni, dzięki czemu człowiek naprawdę może odpocząć. Mam wrażenie, że tutaj czas trochę zwalnia. Zaczynamy bardziej doceniać rzeczy, które zawsze były dla nas ważne, ale w codziennym biegu czasami schodziły na dalszy plan – rodzinę, bliskich, wspólnie spędzony, czy zwykłą rozmowę.

Jako rodowita góralka, przedsiębiorczość i kreatywność pewnie wyniosłaś z domu?

Zdecydowanie tak. Moi rodzice, podobnie jak rodzice mojego męża, są ludźmi niezwykle pracowitymi. Przez całe życie ciężko pracowali, podejmowali się różnych zajęć, wyjeżdżali za granicę i robili wszystko, żeby zapewnić swoim dzieciom jak najlepszy start w życie.

To właśnie z domu wyniosłam przekonanie, że ciężką pracą, wytrwałością i współpracą można osiągnąć naprawdę wiele. Rodzice nauczyli nas, że nie ma rzeczy niemożliwych, jeśli człowiek jest gotowy włożyć w nie serce i wysiłek.

Myślę też, że na Podhalu zaradność, samodzielność i pracowitość od zawsze były bardzo ważnymi cechami. Tam nikt nie czeka, aż ktoś rozwiąże jego problemy. Jeśli ma się pomysł, to po prostu próbuje się go zrealizować.

Nie zawsze wszystko wychodzi za pierwszym razem i my również nie jesteśmy od tego wyjątkiem. Dopiero rozwijamy nasze przedsięwzięcia, uczymy się wielu nowych rzeczy i na pewno popełnimy jeszcze niejeden błąd. Zresztą już dziś potrafimy się śmiać z niektórych naszych wpadek, jak choćby z partii wizytówek, na których zabrakło numeru telefonu. Ale takie doświadczenia są częścią każdej drogi. Ważne jest, żeby wyciągać z nich wnioski i iść dalej.

Mamy też ogromne szczęście do ludzi. Nasi goście, znajomi, sąsiedzi i przyjaciele często zwracają nam uwagę na rzeczy, które można poprawić. Dzielą się swoimi pomysłami, doświadczeniami i uwagami, a my staramy się słuchać i na bieżąco wprowadzać zmiany.

Dlatego mogę śmiało powiedzieć, że przedsiębiorczość wyniosłam z domu. Ale równie ważne jest dla mnie to, że rodzice nauczyli mnie pokory, szacunku do pracy i tego, żeby się nie poddawać. Bo czasami najlepsze rzeczy rodzą się właśnie z pomysłów, które nie dają człowiekowi spać. 

Park & Ride był właśnie takim pomysłem, który nie dawał Wam spać? Jak na niego wpadliście? 

Odkąd wróciliśmy w Bieszczady, prowadzimy pensjonat i domek dla gości, a mój mąż, podobnie jak wcześniej jego tata, zajmuje się transportem turystycznym. Od lat wozi turystów pod szlaki, odbiera ich po zakończonych wędrówkach i pomaga im dotrzeć do miejsc, do których nie zawsze łatwo dostać się komunikacją publiczną.

Z czasem zaczęliśmy zauważać pewien problem. W Bieszczadach jest stosunkowo niewiele tras, które tworzą naturalne pętle. Większość najpiękniejszych szlaków zaczyna się w jednym miejscu, a kończy w innym. To sprawia, że turyści często stają przed tym samym problemem – jak wrócić po samochód. Naszym celem było rozwiązanie właśnie tego problemu.

Sama idea stworzenia Park & Ride Wetlina wyszła ode mnie, ale cały projekt od początku rozwijaliśmy wspólnie. Chcieliśmy stworzyć miejsce, gdzie można bezpiecznie zostawić samochód, spokojnie rozpocząć wycieczkę i nie martwić się później logistyką.

Przykładowo, jeśli ktoś planuje wycieczkę na Małą i Wielką Rawkę, zostawia samochód na naszym parkingu w Wetlinie. My dowozimy go na Przełęcz Wyżniańską, skąd rozpoczyna wędrówkę. Po zdobyciu Małej i Wielkiej Rawki nie trzeba już wracać tą samą drogą do samochodu. Można zejść Działami do Wetliny albo na Przełęcz Wyżną. Jeśli jest taka potrzeba, odbieramy turystów po drodze i odwozimy z powrotem na parking. Dzięki temu wycieczka staje się znacznie ciekawsza, bo nie trzeba planować powrotu tą samą trasą.

Podobnie jest z jednym z najpopularniejszych bieszczadzkich szlaków, czyli Połoniną Wetlińską -Chatką Puchatka. Wiele osób wychodzi na szlak z Górnej Wetlinki, Przełęczy Wyżnej lyb Brzegow Górnych. Zdobywają Chatkę Puchatka, a później często mają ochotę iść dalej. Wędrują więc przez Osadzki Wierch do Przełęczy Orłowicza, a czasem po drodze zdobywają jeszcze Smerek.

I właśnie tutaj pojawia się przewaga takiego rozwiązania. Zamiast zawracać po samochód, można zejść prosto do Wetliny. Szlak kończy się praktycznie przy naszym parkingu. Nie trzeba organizować dodatkowego transportu ani wracać po auto. Można spokojnie zakończyć wycieczkę, zostawić plecak, odpocząć, zjeść obiad i po prostu cieszyć się Bieszczadami.

Na razie skupiamy się na kilku trasach w najbliższej okolicy, bo zależy nam przede wszystkim na jakości obsługi i zadowoleniu naszych gości. Pomysłów na rozwój mamy bardzo dużo, ale krok po kroku chcemy budować usługę, która naprawdę ułatwi turystom odkrywanie Bieszczad.

Bo naszym zdaniem czas spędzony w górach powinien być poświęcony na wędrowanie, odpoczynek i podziwianie widoków, a nie na zastanawianie się, jak wrócić po samochód.

Co najlepszego mają do zaoferowania Bieszczady? Jak mogłabyś je „zareklamować” mieszkańcom Podhala, otoczonych równie pięknymi górami? Dlaczego warto tu przyjechać, nawet mieszkając w Nowym Targu czy Zakopanem?

Podhale i Bieszczady to dwa zupełnie różne światy. Nie powiedziałabym, że jeden jest lepszy od drugiego – są po prostu inne.

Bieszczady mają w sobie ciszę, spokój i ogromną przestrzeń. Jest tu zieleń, jest oddech i pewna głębia, której trudno doświadczyć gdzie indziej. To miejsce, które pozwala zwolnić.

W Bieszczadach często mówi się, że przyjeżdża się tu tylko raz. Później już tylko się wraca. I z perspektywy osoby, która mieszka tutaj od kilku lat, muszę przyznać, że jest w tym dużo prawdy. Wiele osób wraca co roku, niektórzy co kilka lat, ale wracają. Bo znajdują tutaj coś, czego brakuje im na co dzień.

Kiedy człowiek wyjdzie na połoninę, usiądzie na chwilę i spojrzy na bezkresne morze zieleni latem albo morze czerwieni i złota jesienią, nagle wszystko zwalnia. Problemy przestają wydawać się takie ważne, myśli się porządkują, a głowa odpoczywa.

Ale Bieszczady to nie tylko krajobrazy. To również ludzie. Rozmowa, która zaczyna się na górskim szlaku, potrafi przerodzić się w wieloletnią znajomość. Myślę, że to również jest część bieszczadzkiego fenomenu. Bieszczady w pewien sposób łączą ludzi. Tutaj łatwiej się zatrzymać, porozmawiać i po prostu pobyć razem.

To jest właśnie największa siła Bieszczad. Nie spektakularne atrakcje, nie pośpiech i nie głośne emocje, ale możliwość zatrzymania się na chwilę, złapania oddechu i przypomnienia sobie o rzeczach, które naprawdę są ważne.

Tutaj człowiek docenia to, o czym w codziennym biegu często zapomina – spokój, naturę, rodzinę, rozmowę i obecność drugiego człowieka. I właśnie dlatego warto tu przyjechać, nawet jeśli na co dzień mieszka się wśród równie pięknych gór.

Czego z Nowego Targu brakuje Ci najbardziej? 

Najbardziej brakuje mi rodziców. I tutaj właściwie mogłabym postawić kropkę. 

Oczywiście jest jeszcze wiele innych osób, za którymi tęsknię – babcia, kuzynostwo, przyjaciele i znajomi, z którymi dorastałam. Jednak to właśnie rodzice są dla mnie kotwicą, do której zawsze wracam. 

Brakuje mi również Widoku Tatr i Gorców, które towarzyszyły mi przez całe dzieciństwo. Nowy Targ to dla mnie nie tylko miejsce na mapie. To wspomnienia, zapachy, ludzie i chwile, których nie da się zastąpić niczym innym. To sentyment, który sprawia, że zawsze z ogromną radością wracam w rodzinne strony i wiem, że będzie mnie tam ciągnęło do końca życia. 

Mój mąż często się ze mnie śmieje, bo kiedy jedziemy odwiedzić moich rodziców, nigdy nie mówię, że jadę do Nowego Targu. Ja zawsze mówię, że jadę do Domu. I myślę, że właśnie w tym jednym słowie zawiera się cała odpowiedź. 

Dziękuję za rozmowę. 

(źródło: nadesłane)

pstarmach 02.07.2026
Komentarze

Napisz komentarz

Komentarze muszą najpierw zostać zaakceptowane przez administratora. Redakcja nowytarg24.tv nie odpowiada za treść komentarzy internautów.

Zobacz również