Watra Pamięci na Dziale – wdzięczność i modlitwa
NOWY TARG. Ogień grzeje, ogień przyciąga, ogniem ludzie dawali sobie znaki od niepamiętnych czasów. W postaci języków ognia zstąpił Duch Święty na apostołów. Rok po śmierci Papieża-Polaka na grzbiecie Działu, skąd rozciąga się widok na całą Kotlinę Nowotarską, po raz pierwszy zapłonęła Watra Pamięci. Odtąd co roku rozpala ją wdzięczność góralskich serc.

Razem ze snopami iskier płyną w niebo modlitwy i śpiewy. Znów rozbrzmiewają słowa św. Jana Pawła II – słowa otuchy, nadziei, upomnienia, uwielbienia dla Stwórcy. Wśród gorczańskiej przyrody, którą w swoich krakowskich latach tak ukochał biskup Karol Wojtyła; na wysokości, z której za dnia rozpościera się widok na miasto pierwszej Pielgrzymki do Ojczyzny i na całą panoramę Tatr – czuje się je mocniej i głębiej. Tak samo, jak tęsknotę, wdzięczność i nadzieję płynącą z zawierzenia.
Watra – co roku organizowana przez nowotarski Oddział Związku Podhalan, a kilka lat w swojej historii przez zespół „Śwarni” – w 20. rocznicę śmierci zgromadziła na grzbiecie Działu ok. 400 osób. Więcej niż zwykle, bo po chmurnym, wilgotnym dniu już popołudnie przyniosło poprawę i fantastyczną widoczność. W dole pulsowały światła miasta. Przed portretem płonęły z znicze ułożone w dwudziestkę.
Nad ogniem z potężnego stosu bierwion czuwają zawsze strażacy nowotarskiej OSP. Okrągłą rocznicę uczciła góralską nutą muzyka „Hyrnych” w godnym składzie, a modlitwy prowadził ks. Władysław Zązel – kapelan Związku Podhalan. Ludzie, którzy dojechali, przyszli różnymi drogami, wspięli się na Dział – otoczyli Watrę potężnym kręgiem. Nie brakło w nim ani starszych, ani dzieci. Część tych ludzi doskonale pamięta uniesienie z czasu Pierwszej Pielgrzymki i nieprzebrane tłumy na nowotarskim lotnisku.
Przed 20. rocznicą Zarząd Główny Związku Podhalan odebrał mnóstwo zaproszeń na upamiętnienia w różnych miejscach podhalańskiej, podtatrzańskiej ziemi. To też znak, że górale – choć różnie się plotą ich drogi przez życie – chowają w sercach wdzięczność i dbają o pamięć. Blask Watry na Dziale łączy się ze światłem, które rozjarzyło Krzyż na Giewoncie.
– Tak w małżeństwie, jak w rodzinie, w społeczności – żeby ogień płonął i grzał, zawsze trzeba do niego dokładać. Każdy swoją gałązkę, wiązkę chrustu, kawał drewna – mówił ks. Władysław.
W godzinę śmierci, o 21.37 – krąg przy Watrze Pamięci połączył głosy w strofach „Barki”. Niejedne oczy zaszkliły się łzami. Ale w dół schodzić było lżej – z błogosławieństwem, z ufnością, z przypomnieniem tego pełnego miłości spojrzenia, uśmiechu i głosu. Głosu mocnego, z latami coraz cichszego i bardziej drżącego, ale powtarzającego tę samą prawdę.
(asz)
Komentarze