Kamery live
prognoza pogody

„Puchatek” zgóralszczony, czyli „Miś Kudłocek”

10 marca 2024 11:39

NOWY TARG. Po przełożeniu na gwarę góralską „Małego księcia”, Antoine’a de Saint Exupery’ego, prof. Stanisława-Trebunia-Staszel, do której zwróciło się Wydawnictwa Media Rodzina, wzięła na warsztat równie nieśmiertelnego „Kubusia Puchatka” Alana Alexandra Milne’a. Tak powstał „Miś Kudłocek”. Spotkanie z autorką gwarowego przekładu odbyło się w nowotarskim ratuszu.

„Puchatek” zgóralszczony, czyli „Miś Kudłocek”

Z rodzicami przybyły na nie większe i mniejsze dzieci. A gdy dołączyły muzyka „Hyrnych”, grupki „Małych Hyrnych” i „Małych Śwarnych”, dzieciaki z Białki Tatrzańskiej oraz stół zastawiony słodkościami – dla całego tego towarzystwa parter ratusza zdawał się za ciasny. Sympatyczny wieczór z „Misiem Kudłockiem” organizowały Urząd Miasta wraz Podhalańskim Towarzystwem Przyjaciół Nauk. Rozmowę z gościem wieczoru prowadziła sekretarzująca PTPN-owi Lucyna Czubernat.

Zlecenie dla autorki przekładu sugerowało jak największą bliskość brytyjskiemu oryginałowi sprzed prawie stu lat. A ona sama postanowiła tym tłumaczeniem przybliżyć góralską kulturę przez góralską mowę. Po zapomniane wyrażenia sięgała nawet do mocno archaicznych tekstów. Mierzenie się ze światowa klasyką, pełną uniwersalnych prawd i celnych sformułowań wyrażonych jak najprostszym językiem – wcale nie było łatwym zdaniem.

– Kiedy przystępuje się do przekładu ważnego dzieła, to człowiek czuje ogromną odpowiedzialność za słowo – przyznała Stanisława Trebunia-Staszel. – Oczywiście w przypadku „Kubusia Puchatka nie czułam aż takiej presji, jak w przypadku „Małego księcia” – opowieści filozoficznej. Wtedy nie chciałam, żeby przekład zbanalizował, strywializował oryginał. A „Kubuś Puchatek” to powieść lekka, pełno tam zabawnych historii. Jednak dobre przełożenie na gwarę powieści, która powstała w 1920 roku, też było ogromnym wysiłkiem.  

Bohater powiastek o przygodach „misia, co miał bardzo mały rozumek”, a potem pokochał go prawie cały świat, oczywiście miał swój i realny, i pluszowy pierwowzór. Tym pierwszym była niedźwiedzica Winnie – przywieziona do Wielkiej Brytanii żywa maskotka kanadyjskiego wojska z Korpusu Weterynaryjnego. Od niej wziął imię miś, którego pisarz podarował swojemu synkowi, Christopherowi Robinowi. Jemu też na dobranoc, gdy dzieciak nie chciał spać, opowiadał kolejne przygody niedźwiadka-łasucha i jego przyjaciół.

Autorka gwarowej wersji, wzorem przekładu Ireny Tuwim, zdecydowała się na męską formę imienia zwierzaka. Wchodząc w świat gwary, trzeba też było nadać nowe imiona również grupce jego przyjaciół. I tak Kangurzyca została Kangulom, jej Maleństwo – Trockiem, Prosiaczek – Prosiontkiem, osiołek Kłapouch – Klapciokiem, a zając to oczywiście Kicok.

Dla porównania – fragmenty opowieści były czytane w kultowym tłumaczeniu Ireny Tuwim, siostry Juliana Tuwima, i w przekładzie Stanisławy Trebuni. Wśród tych fragmentów znalazły się też misiowe piosenki.

Za lektorów służyli i najmłodsi czytelnicy, i dorośli, i burmistrz Grzegorz Watycha, i Katarzyna Put kierująca miejską promocją, i szef „Hyrnych”, Maciej Warpecha. Misiowe mruczanki zabrzmiały w wykonaniu małych górali, z towarzyszeniem muzyki.

Kudłackowe spotkanie miało też swoją małą, ale urokliwą scenografię i rekwizytornię. Dlatego tak kapitalne były inscenizowane scenki z przygód misia.

Rozdziały przełożonej książki kończy słowniczek użytej w niej gwary podhalańskiej. Ponadto do okładki „Misia Kudłocka” jest przyklejona płyta z opowieścią o losach jego i przyjaciół, czytaną przez Sebastiana Karpiela-Bułeckę. A dzieło Stasi Trebuni skwitował on jednym zdaniem:

Wiem, dlaczego Miś Kudłocek wspiął się aż na wierch. Bo tam jest najlepszy miód naszej podhalańskiej mowy. Przeczytaj, posłuchaj!   

(asz)

Fot. Paweł Kos

 

 

  

Anna Szopińska 10.03.2024
Komentarze

Napisz komentarz

Komentarze muszą najpierw zostać zaakceptowane przez administratora. Redakcja nowytarg24.tv nie odpowiada za treść komentarzy internautów.

Zobacz również